|
||
|
PETITCHEF |
Add your blog-site | Add your recipes | Receive daily menu | Contact us | |
Dalekowschodnie krewetki (tribute to ola lazar)
to danie ma jedn? wad?: zapewne nie uda si? go równie dobrze powtórzy?. a by?o smaczne ekstraordynaryjnie. zaczyna si? od krewetek, niestety, uda?o si? kupi? tylko gotowane.
jak pewnie wiecie, wszystkie krewetki, które s? ró?owe, s? ju? ugotowane i po ewentualnym rozmro?eniu s? gotowe do konsumpcji, je?li pominie si? fakt, ?e na ogó? lepiej smakuj? podgrzane. te powy?ej to typowe mro?one krewetki w rozmiarze ?large?, ma?a paczka. rozmro?one i osuszone czekaj? cierpliwie na swoj? kolej.
rozgrzewam wok, dolewam troch? oleju arachidowego i dorzucam po kolei: jedn? du?? posiekan? szalotk?, jedn? czerwon? (a w?a?ciwie pomara?czow?) papryczk? chilli, poci?t? razem z pestkami, troch? ?wie?ego imbiru, po jakim? czasie czosnek i start? skórk? limonki. doprawiam szczypt? morskiej soli i pieprzem. jak pachnie? nie umiem tego opisa?.
nast?pny krok to dolanie pos?odzonego soku z tamaryndowca. solidn? ?y?eczk? tamaryndowca rozpuszczam w niewielkiej ilo?ci gor?cej wody. dodaj? do niej spory kawa?ek cukru trzcinowego z wietnamu, który przywie?li mi rodzice. cukier jest w ?pastylkach” o wielko?ci i wygl?dzie przypominaj?cym suszone figi, dlatego najpierw trzeba go pokruszy? w mo?dzierzu.
teraz do woka trafia ?mietanka kokosowa, ma?a puszeczka. nie chcia?em, ?eby mi wysz?a zupa (cho? nie mam nic przeciwko tajskim zupom!), dlatego wybra?em ?mietank?, a nie mleko. spory ogie?, wi?c sos si? redukuje szybko. ?eby mia? g??bszy smak dolewam troch? tajskiego sosu rybnego. czekam, a? troch? odparuje.
i na sam koniec, gaz do dechy, wrzucamy krewetki i posiekane li?cie kolendry (mieli?my ?wie?? kolendr? i to w du?ej mierze zdeterminowa?o kierunek w jaki pop?yn??y nasze krewetki: na wschód, gdzie jak wiadomo ?musi by? jaka? cywilizacja?). na krótko, ?eby si? porz?dnie ogrza?y i oblepi?y g?stym sosem.
to zdj?cie przedstawia t? sam? faz?, ale jest tak apetyczne, ?e je dodaj?. cho?, w przeciwie?stwie do potrawy, nie jest zbyt ostre. zapomnia?em powiedzie?, ?e w drugim garnku dochodzi? do miekko?ci tajski ja?minowy ry?. na ry?u naprawd? nie warto oszcz?dza?. tajski ry? robi si? w do?? prosty sposób: najpierw p?uczemy go na sitku, potem jeszcze 3x zalewamy go wod? (któr? nast?pnie odlewamy z powrotem, je?li jest m?tna), nast?pnie wsypujemy do garnka, zalewamy wod? o obj?to?ci 1,5x obj?to?ci ry?u, podgrzewamy do wrzenia, potem, gdy ju? zawrze, przykrywamy, gotujemy 10 minut, a nast?pnie pozwalamy wch?on?? wod? trzymaj?c go pod przykryciem. nie solimy!
i ju?, ju?, ju?. otwieramy butelk? rieslinga (mieli?my najta?szy, carefourowy, a ca?kiem przyzwoity!), serwujemy z kolendr?, polewaj?c na sam koniec sokiem z limonki i jemy, czytaj?c ukradkiem artyku? oli lazar o kuchniach etnicznych podbijaj?cych warszaw?, opublikowany w dzienniku. podbijaj?. jeszcze jak podbijaj?. wok wymieciony do dna, nie ma co zmywa?. ugotowanego ry?u nie znajdziesz z lup?. rieslinga jeszcze troch? zosta?o. wasze zdrowie! mo?na go?ciom! ![]()
|